Wpisy


Opublikowano w celach edukacyjnych za zgodą prawnego spadkobiercy Pana Lesława Kukawskiego, Pani Krystyny Kukawskiej oraz za zgodą wydawcy magazynu ‘Konie i Rumaki’, Pana Jacka Świgonia.

We fragmentach cytowanych przez Lesława Kukawskiego cykli „Z dziejów polskiego jeździectwa” oraz „Słownik jeździecki i hodowlany”, zachowana została oryginalna pisownia.


Leonid Ter Asaturow w roku 1947 w Nettelau

Przez 21 lat kierował Państwową Stadniną Koni pełnej krwi angielskiej w Widzowie LEONID TER ASATUROW. Urodził się 30 marca 1896 roku w Wilnie. Szkoty ukończył Pskowie i w Petersburgu. Po ukończeniu studiów gospodarował na Wołyniu na resztówce odziedziczonej po matce. Tam w miarę skromnych możliwości rozpoczął hodowlę, dając się poznać jako utalentowany hodowca.

Jak pisał o nim we wspomnieniu pośmiertnym Zdzisław Hroboni: Zaraz na początku wojny, bo już w grudniu 1939 r., obejmuje odpowiedzialne stanowisko kierownika Państwowej Stadniny Koni w Ołyce k. Łucka (utworzonej pod okupacją sowiecką – LK). Tutaj dopiero jego talent hodowlany znajduje pełne pole działania. Doskonały fachowiec i organizator wkrótce zwrócił na siebie uwagę. Od 1941 r. pracuje jako kierownik stadniny koni angloarabskich w Młynowie k. Dubna, (po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej i zajęciu tych terenów przez Niemców – LK) kładąc ogromne zasługi zarówno w organizacji samej stadniny, jak i w wyszukiwaniu rozproszonych przez działania wojenne koni. Poszukiwania te, prowadzone wraz z nieżyjącym już dziś inż. Michałem Jankowskim, dawnym inspektorem Wołyńskiej Izby Rolniczej i mgr. Adamem Sosnowskim, pozwoliły na zgrupowanie cennego materiału hodowlanego, dzięki czemu Młynów wkrótce stanął w rzędzie najlepszych ówczesnych stadnin.

18 lutego 1918 roku na propozycję prof. dr. Józefa Mikulowskiego-Pomorskiego. pełnomocnika z ramienia Rady Regencyjnej do organizacji krajowego rolnictwa. 25-letni wówczas Jan Grabowski podjął się tworzenia referatu produkcji zwierzęcej.

W grudniu 1943 r. w związku ze zbliżającym się frontem stadnina zostaje ewakuowana do Wolsztyna w woj. poznańskim. Dalsza ewakuacja w głąb Niemiec została zarządzona we wrześniu 1944 r. Ter Asaturow nie chce porzucić koni i decyduje się jechać wraz ze stadniną. Przed wyjazdem dołączono do stadniny młynowskiej wołyńskie stadniny z Ołyki i Derażnego. Stadniny zostają ewakuowane w okolice Głogowa i Wschowy, a w styczniu 1945 r. dalej w głąb Niemiec, w góry Harzu, gdzie zatrzymują się w miejscowości Goslar. Tam zastał Leonida Ter Asaturowa koniec wojny. Początki wolności okazały się dla Niego, jak i dla stadniny szczególnie ciężkie.

Część mniej odpowiedzialnych pracowników porzuciła pracę… W Goslarze pozostał tylko niezłomny kierownik i grupa solidnych pracowników, którzy w tych trudnych warunkach opiekowali się stadniną, składającą się z około 100 klaczy matek, nie licząc młodzieży. Dały się również odczuwać ogromne braki paszowe. Jednocześnie przyszły i inne kłopoty. Wpływowi Niemcy w porozumieniu z władzami amerykańskimi (a działo się to na terenie okupacji amerykańskiej) usiłowali przejąć polskie konie.

Ratunek znalazł Ter Asaturow w miejscowym amerykańskim wojskowym komendancie – poruczniku O’Hara. Ten, będąc uczciwym człowiekiem, od razu zorientował się w tych kombinacjach i mimo niższej szarży zdoła! dotrzeć do odpowiednich władz i zapewnić stadninie bezpieczeństwo. Jednocześnie przydzielił dla potrzeb stadniny opuszczone lotnisko w Goslarze, gdzie doskonała trawa ratowała polskie konie przed głodem.

Wkrótce nawiązano kontakt z ówczesnym Zarządem Stadnin Polskich w Niemczech i konie będące pod opieką Leonida Ter Asaturowa zostały przeniesione na teren angielskiej strefy okupacyjnej i umieszczone w Erichsburgu koto Einbeck. Stadnina ta była częścią składową Depot nr 3 Polskich Stadnin Wojskowych w Niemczech.

Mimo trudnych warunków pracy i tymczasowości w Erichsburgu, Leonid Ter Asaturow wzorowo prowadził stadninę, której część koni pochodziła z przedwojennych wołyńskich hodowli, takich jak hr. Chodkiewiczów w Mtynowie w powiecie Dubno, ks. Radziwiłłów w Otyce, hr. Ledóchowskich w Smordwie pow. Dubno, hr. Czackich w Porycku czy Hulewicza w Werbeniu. Jak wspominali naoczni świadkowie – doprowadził ją do kwitnącego stanu. Jednocześnie bierze udział w zakupach koni zarodowych dla naszych stadnin, służąc swoją cenną radą i doświadczeniem. Z Jego udziałem zakupiono 25 ogierów trakeńskich, a Jego znawstwo znacznie ułatwiło trafny wybór koni. Ogiery te wywarty później ogromny wpływ na rozwój hodowli naszych koni wielkopolskich. W tej stawce ogierów byty późniejsze znane i zasłużone jako reproduktory czołowe stadnin państwowych: Brylant, Celsius, Eustachy, Hamlet, Hubertus, Moskit, To-paz.

W roku 1946 rozpoczął się stopniowy powrót koni do Polski, transportowanych drogą morską z Lubeki do Gdyni dwoma statkami „Askania” i „Helgoland”. Ter Asaturow osobiście doglądał załadunku koni ze „swojej” stadniny. Sam wrócił jednym z ostatnich transportów w sierpniu 1947 roku. Uratowane przez niego konie zarodowe przywiezione do kraju, zostały skierowane przede wszystkim do Stadniny Koni Walewice i SK Kurozwęki, przyczyniając się w poważnym stopniu do rozwoju hodowli koni angloarabskich. Uratował też, choć nieliczną, grupę koników polskich (1 ogiera i 6 klaczy) ze stadniny Deraźne na Wołyniu, które przyczyniły się do odbudowania po wojnie tej dziedziny polskiej hodowli. Jak napisał znawca tej rasy, Zdzisław Hroboni: Najcenniejsze linie krwi w hodowli koników wywodzą się właśnie z grupy wołyńskiej. Ostatni okres pobytu w Niemczech przed powrotem do kraju Ter Asaturow spędził w Oddziale Nettelau Polskich Stadnin Wojskowych, będąc tam jednak przez cały czas pracownikiem cywilnym.

Po powrocie do Polski musiał rozstać się z uratowanymi przez siebie końmi i został skierowany do Zespołu Państwowej Stadniny Koni Skrzydlów-Widzów, w którym objął kierownictwo Stadniny Koni pełnej krwi angielskiej w Widzowie. Była to słynna stadnina braci Lubomirskich, która w latach trzydziestych przeszła w ręce Henryka Woźniakowskiego i była prowadzona do chwili upaństwowienia. W roku 1946 było w Widzowie tylko 8 klaczy pełnej krwi, a rok później zostało jedynie 6. Właściwie dopiero pod kierownictwem Ter Asaturowa zaczęta się normalna praca hodowlana w tej stadninie. Jak wspominał Naczelnik Stanisław Schuch: Zadanie jego podówczas było bardzo trudne, ponieważ materiał klaczy daleki byt od ideału. Z początku trzeba było kryć każdą klacz zdrową i będącą w możliwej kondycji, brakowało też odpowiednich ogierów. (…) Tamtejsze budynki i urządzenia związane z hodowlą, chociaż bardzo podniszczone -ocalały, toteż Widzów w latach 1947-1950 stał się jakby punktem przelotowym dla koni pełnej krwi rewindykowanych z Niemiec czy też pochodzących z majątków upaństwowionych lub z innych źródeł. Nie było to łatwe zadanie dla nowego kierownika, który do tego spotka! się z nowym dla siebie zagadnieniem – hodowlą koni pełnej krwi – z rasą, z którą dawniej miał do czynienia tylko przypadkowo. Wrodzone cechy Ter Asaturowa – zamiłowanie do koni, pracowitość, sumienność oraz dociekliwość – pozwoliły mu zapoznawać się stopniowo, ale dość szybko, z arkanami hodowli tej mato mu dotąd znanej, a specyficznej rasy koni. Stanął on wobec szeregu innych zagadnień niż te, które dominowały w hodowli angloarabskiej. (…) Przez pierwszych kilka lat istnienia stadniny Ter Asaturow musiał się usilnie starać o przydział każdej nieco lepszej klaczy i powoli usuwać braki. Dzięki wytrwałej pracy po kilku latach udało się osiągnąć pewną konsolidację stanu klaczy i rozpocząć próby trenowania młodych koni przed ich udziałem w próbach dzielności na forze wyścigowym.

Praca hodowlana po paru latach zaczęta przynosić sukcesy. Konie wyhodowane przez Leonida Ter Asaturowa trzykrotnie wygrały Derby: w roku 1955 ogier Sombrero (Łeb w łeb – Somosierra II), w roku 1956 ogier Laryks (Łeb w łeb – Liryka), w roku 1959 ogier Mister Tory (Aquino – Miss Victory), dwa razy St. Léger: w roku 1956 ogier Laryks, w roku 1963 klacz Dżibuti (Casanova – Dubissa), cztery razy Wielką Warszawską: w roku 1953 klacz Dewiza (Łeb w łeb – Goldquelle), w roku 1955 ogier Sombrero, w roku 1961 ogier Mister Tory, w roku 1963 ogier San Remo (Aquino – Sobiesława), cztery razy Oaks: w roku 1953 Doriana (Łeb w łeb – Orthnerin), w 1954 roku Sobiepani (Łeb w łeb – Sobiesława), w 1956 roku Sycylia (Hexton – Sylistńa), w 1963 roku Dżibuti, dwa razy Wiosenną: w 1955 roku Barna (Łeb w łeb – Bari), w 1968 roku Sarolta (Dorpat – Scylla). Dwulatki jego hodowli dwukrotnie wygrały nagrodę Tygodnika Stolica: w 1958 roku Mister Tory, w 1959 roku Ostatnia Pani (Cypr – Droga Pani).

Stadnina Koni Widzów pod kierownictwem Leonida Ter Asaturowa dostarczała cały szereg dobrych koni dla sportu jeździeckiego. Większość tych koni zaczęta osiągać swoje sukcesy sportowe już po śmierci swego hodowcy. Byty to: z rocznika 1963 – watach Bart i klacz Strzyga, z rocznika 1964 watach Skierko, urodzone w roku 1966 ogier Murzynek ‘] watach Dor-rit, z. roku 1967 ogier Dersu i z rocznika 1969 watach Cygaj.

Do największych osiągnięć sportowych okresu powojennego należy zajęcie II miejsca w Nagrodzie Wielkiej Pardubickiej w roku 1956 przez Mariana Babireckiego, który dosiada) w tej najtrudniejszej gonitwie przeszkodowej na kontynencie europejskim urodzonego w roku 194g stadninie Koni Widzów watacha Baracz (Łeb w łeb — Kirsche).

Za wieloletnią pracę, poświęcenie i osiągnięte wyniki Rada Państwa nadała Leonidowi Ter Asaturowowi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Leonid Ter Asaturow byt niezwykle pracowity. Zawsze pogodny i uprzejmy, umiał jednak w bardzo taktowny sposób wymagać od podległych Mu pracowników skrupulatnego wykonywania obowiązków, zresztą sam Jego przykład działalna nich mobilizująco. Sposób Jego bycia, przyjazne podejście do podwładnych oraz ogromna wiedza i doświadczenie sprawiły, że marzeniem każdego adepta koniarza było dostać się do Niego na praktykę. (…) Nigdy nie odmawiał wyjaśnień, chętnie dzielił się swymi wiadomościami i starał się jak najwięcej wiedzy przekazać tym, którzy chcieli Go słuchać (Hroboni).

Leonid Ter Asaturow zmarł 7 października 1968 roku. Żegnała go liczna rzesza przyjaciół, kolegów i znajomych. W imieniu Zjednoczenia Hodowli Zwierząt Zarodowych przemawia) na pogrzebie dyrektor Państwowych Torów Wyścigów Konnych – Stanisław Kurowski. W imieniu kolegów – koniarzy pożegna) zmarłego dyrektor Stadniny Koni Kozienice – Jerzy Jaworski.